Blog > Komentarze do wpisu
REPEROWANIE ŚWIATA cz. 1

1.Instynkty i obyczaje

Ludzie usiłują niekiedy konkurować z Bogami i zmieniać świat. To jednak musi skończyć się klęską. Tak przynajmniej utrzymują postmoderniści, antymarksiści i wszelcy skrajni konserwatyści. Jednak to nie Marks, ale sam Pan Bóg, wezwał ludzi: "czyńcie sobie ziemię poddaną!" Posłuchali. Wycięli lasy, wyjałowili glebę, morza i oceany, zatruli powietrze i wodę.

Być może, ludzie nie potrafią, jak to Pan Bóg przykazał, odróżniać dobra od zła. Odróżnianie nie jest łatwe, ale oddzielanie ich od siebie - wręcz niemożliwe. Historia cywilizacji wskazuje, że celowe działania przynoszą także nieprzewidywalne, złe skutki. Wynalazek dynamitu miał ułatwiać pracę górnikom, ale został wykorzystany do wysadzania fortyfikacji, produkcji bomb - zabijania ludzi. Nobel, chcąc zrekompensować szkody ufundował wysoką nagrodę, zwaną jego imieniem. Osiągnięcia w dziedzinie chemii umożliwiły produkcję tworzyw sztucznych, ale także gazów bojowych. Cyklon służył niszczeniu insektów, ale w obozach Zagłady uśmiercaniu ludzi.

Krytycy modernizacji sugerują, że całe zło współczesnego świata wynika z industrializacji, globalizacji oraz racjonalizacji, że Zagłada była "prawowitym produktem nowoczesności". Cywilizacje preindustrialne nie rozporządzały odpowiednimi, technicznymi i organizacyjnymi środkami i dlatego nie mogły popełniać tak potwornych zbrodni. Krytycy chyba się mylą. Ludobójstwo nie wymaga modernizacji. Skala i tempo uśmiercania ludzi w zapóźnionej cywilizacyjnie afrykańskiej Rwandzie dorównuje występującemu w nazistowskich Niemczech. Przyczyną rwandyjskiej rzezi nie było "zderzenie cywilizacji". Strony zaangażowane w wojnie domowej prezentowały zbliżony poziom kultury, mówiły tym samym językiem i były wyznawcami tej samej, głównie katolickiej, religii.

Powstanie i rozpowszechnienie broni nuklearnej na dobre uświadomiło ludziom, że pożyteczne, naukowe i techniczne innowacje bywają zarazem szkodliwe, a nawet bardzo niebezpieczne. Jednak postęp zawsze przynosił ludzkości zarówno dobrodziejstwa, jak i klęski. Wynalazek ognia zwiększył efektywność polowań. Płonące łuczywa rozświetlały mrok, ogniska chroniły przed zimnem i drapieżnikami. Pieczenie upolowanej zwierzyny radykalnie zmieniło jadłospis praprzodków, poprawiało ich zdrowotność i uczyniło z nich ludzi. Już wtedy nauczyli sie oni podpalać i do dziś podkładają ogień w domach sąsiadów, stodołach, schroniskach uchodźców, synagogach, kościołach i meczetach. Podpalacze łamią prawo, ale jeśli przywdzieją mundury i staną się żołnierzami, to już całkiem zgodnie z wojennym prawem, rozniecają gigantyczne pożary.

Afirmatorzy Oświecenia utrzymywali, że dzięki rozwojowi nauki i kultury ludzie staną się mądrzy i szlachetni. Złe instynkty zostaną wykorzenione, a wojny przejdą do historii. Stało się inaczej. Instynkty nie zniknęły, najwyżej osłabły. Jednak wysoka technologia rekompensuje to osłabienie. Techniczne innowacje bywają w pierwszej kolejności wykorzystywane do produkcji masowych, coraz skuteczniejszych narzędzi mordu. Osiągnięcia wynalazców, wbrew ich własnym i społecznym oczekiwaniom, zamiast stymulować postęp, radykalnie go hamują. I już doprawdy nie wiadomo, czy ludzkość się doskonali, czy degeneruje. Uzyskiwanych korzyści i ponoszonych szkód nie da się bilansować, tak jak zysków i strat w gospodarce. Nie wiadomo też, co jest główną przyczyną niepowodzeń ludzkości, nadmiar czy niedostatek ucywilizowania?

Badania pierwotnych społeczeństw stwarzają pewne przesłanki dla rozwiązania problemu. Prehistoryczne plemiona niemal bezustannie ze sobą wojowały. W czasach współczesnych, przerwa między wojnami światowymi trwała 20 lat. Potem wielkie mocarstwa rozpoczęły wyścig zbrojeń, ale niemal jednocześnie wszczęły pertraktacje w sprawie bezpieczeństwa i współpracy. Rozmawiano o odprężeniu i współistnieniu, a nawet pojednaniu i wybaczaniu. Czyżby wraz z potęgą militarną wzrastała także rozwaga i poczucie odpowiedzialności?

Wydawałoby się, że im broń bardziej skuteczna, tym większe powoduje straty i więcej śmiertelnych ofiar. Taka reguła nie zawsze sie sprawdza. Zaskoczeni badacze pierwotnych populacji stwierdzają, że ponosiły one większe straty w ludziach niż wysoko ucywilizowane. Wygląda na to, że ogromna siła rażenia nowoczesnej broni nie rekompensuje niszczycielskich mocy pierwotnego instynktu. Apologeci Oświecenia nie całkiem się więc mylili. Ich kult ludzkiego rozumu zawiera więcej ziaren prawdy niż mit szlachetnego dzikusa.

W miarę rozwoju cywilizacji instynktowna agresja stopniowo traci impet. To zagadnienie zaabsorbowało psychoanalityków, czyli psychologów głębi. Twierdzili, że instynkty nie całkiem zniknęły, ale zapadły w głębię, ukryły się w podświadomości. Szczególną rolę pełni popęd seksualny - "libido", główny motor ewolucji rodzaju ludzkiego.

Ostatnio, problemami ewolucji zainteresowali się biolodzy - ewolucjoniści. Skojarzyli oni genetykę z darwinizmem. Wysunęli hipotezę "samolubnych genów, wehikułów przeżycia", zapewniających gatunkom przetrwanie. "Samolubny gen", stymulator ewolucji, koresponduje z libido - kategorią psychologów głębi. Jeżeli analizować twierdzenia ewolucjonistów przez pryzmat koncepcji psychologów, to dorobek różnych dyscyplin naukowych układa sie w spójną, logiczną całość.

Wraz z rozwojem cywilizacji instynkt walki ulega sublimacji. Przeobrażony ujawnia się w konkurencyjnej grze, w sporcie i polityce, gospodarce i kulturze, itp. W konkurencji chodzi o to, aby prześcignąć rywala. W tym celu należy albo doskonalić własne umiejętności i dążyć do sukcesów, albo zakłócać działania przeciwnika i niszczyć jego osiągnięcia. Można i trzeba wybierać - kreować i pomnażać swoje dobra, lub rujnować cudze.

Dziedziny, w których kreatywna konkurencja osiąga znaczną przewagę, rozwijają się i kwitną, natomiast zdominowane przez destrukcję wyrodnieją i upadają. Ta zgoła banalna prawda nie znajduje powszechnego uznania. Przeważa pogląd, że wszelka walka konkurencyjna zawsze przynosi pozytywne skutki i nigdy nie prowadzi do negatywnej selekcji. Niekiedy siła nieuświadomionych popędów istotnie wystarczy do wymierzenia nagłego, druzgoczącego ciosu. Kiedy indziej, aby pobić wroga, należy posłużyć się wyszukanymi, perfidnymi metodami. W prymitywnych cywilizacjach nie były one jeszcze tak rozwinięte jak obecnie.

Kreatywna konkurencja, potocznie zwana szlachetnym współzawodnictwem nie wyklucza kooperacji między rywalami. Mogą oni dążyć do odmiennych celów, ale zarazem pomagać sobie w tym, co ich łączy. Instynkty wzmagają energię uczestników kreatywnej konkurencji, ale o zwycięstwie decyduje rozsądne, racjonalne działanie, często wykorzystujące zdobycze cywilizacji. Wygląda na to, że głównym nośnikiem destrukcji jest jednak pierwotny instynkt walki, natomiast intelektualny dorobek nowoczesności raczej tylko wzmacnia jego ślepą siłę. Podstawową przyczyną wojen, nędzy i tyranii byłby więc nie nadmiar ucywilizowania, ale jego niedostatek. Społeczeństwa nie dość rozwinięte modernizują się powoli i w niewłaściwym porządku. Zniszczenia występujące w różnych sferach życia kumulują się i zasilają dryfy regresu.

Czy korzenie Al-Kaidy wyrastają z nowoczesności, a wzorem dla luźnych powiązań jej komórek są zdecentralizowane struktury zachodnich korporacji? Chyba tak nie jest. Al-Kaida, jest zakorzeniona w etosie kraju swego pochodzenia, a istniejące, nieformalne związki między jej komórkami powielają analogiczne więzi międzyplemienne.

wtorek, 29 czerwca 2010, slawinska1927

Polecane wpisy